niedziela, 25 maja 2014

Rozdział-XV-Wyrocznia

Wyrocznia

Jeżeli coś zostało celowo zapomniane to chyba nigdy nie powinno zostać przypomniane, prawda? Właśnie tak jest w przypadku zobowiązań. Kiedyś ktoś podjął ważną decyzje, by wymazać je z pamięci. Oczywiście mieli ku temu swoje powody, których praktycznie nikt nie zna.
Bogowie śmierci patrzyli na Cyrusa podejrzliwym wzrokiem. Nie sądzili, że zapyta o rzecz, która powinna być dla niego czymś wielce absurdalnym, bo co? Bóg składający przysięgę śmiertelnikowi? Czy to nie brzmi, aby trochę zbyt niewiarygodnie? Nawet jak na tę sytuację, czas leciał powoli, a piorun patrzył na zebranych bogów, wyraźnie było widać, że oczekiwał od nich odpowiedzi na pytanie.
-Skąd tak absurdalne pytanie?- Zapytał Seung marszcząc brwi-Dlaczego uważasz, że bogowie w ogóle się do czegoś zobowiązywali?
-Wiem jak to wygląda, ale mam jakieś dziwne przeczucie, że to prawda-Nie dawał za wygraną-Więc skoro jesteś moim dłużnikiem, proszę odpowiedz na moje pytanie
-Ugh! Jest pełno innych rzeczy, a ty musiałeś zapytać właśnie o tę jedną!- Seung wyglądał na nieco podirytowanego-Ale dobrze, zawsze dotrzymuje danego słowa
Co mógł zrobić w takiej sytuacji? Oczywiście, że zaczął mu wszystko wyjaśniać, było to trudne bo Cyrus nie pamiętał kompletnie nic, zresztą nie tylko on, bogowie utracili te wspomnienia wbrew własnej woli. To właśnie tak zwana ponad boska dwójka zabrała im te wspomnienia… Nie wiadomo jaki mieli w tym cel, w ogóle ich decyzje są mało przemyślane według niektórych istot, które oczywiście widzą o istnieniu takich bytów.
-To niemożliwe-Stwierdził po wszystkim-Wyrocznia była półbogiem?- Zapytał zdziwiony-Jeżeli tak to dlaczego umarła? Dlaczego skonała na naszych oczach skoro była praktycznie nieśmiertelna?- Zapytał zdezorientowany
-Boska krew nie pomoże śmiertelnikowi, gdy ten nie ma chęci do życia, prawda?- Zapytał Nataniel
-O czym ty mówisz?- Zwrócił się do boga śmierci-W jakim sensie? Jak to możliwe, że taka istota nie chciała żyć
-Ehh… Pomyśl Cyrusie… Zabraliśmy ją z jej domu, oddzieliliśmy od rodziny, a w końcu uwięźliśmy ją tu i kazaliśmy jej podporządkować się naszej woli-Mówił poważnie Seung- Ludzie nie znoszą dobrze takich rzeczy… Filary mają racje twierdząc, że to my zabiliśmy wyrocznie.
Te słowa były bardzo ciężkie, nigdy wcześniej nie brał pod uwagę tego jak kobieta się tu czuła, co przeżywała, dla niego liczył się sam fakt, że się tu znajduje i jest bezpieczna w czasie, kiedy to właśnie oni powinni się trzymać od niej z daleka, by nie zrobić jej krzywdy, jednym słowem: Zabrali ją do jeszcze gorszego zagrożenia… Jednak taki powód śmierci jest po prostu głupi, ludzie nie umierają sobie tak po prostu dlatego, że zostali oddzieleni od ukochanych osób, Cyrus sam nie raz widział podobne przypadki u zwykłych ludzi i jakoś żaden z nich nie zachował się tak jak wyrocznia, żaden z nich nie uśmiechał się po to, by za chwile umrzeć.
***
Nie wiedział gdzie jest, unosił się w pustce, która zdawała się nie mieć żadnego końca. Wiedział również, że nie może krzyczeć choć nawet raz nie spróbował. Wtedy w jednej chwili wszystko się zmieniło i pojawiło się jasne światło, które go oślepiło, a gdy odzyskał wzrok był na kompletnym pustkowiu, pustyni sięgającej, aż po horyzont. On sam siedział na krześle przy niewielkim stoliku.
-Przepraszam za tak nagłe wezwanie, ale po prostu nie mogłem się powstrzymać.
Alan drgnął przestraszony, gdy tylko usłyszał nieznany mu głos, który teraz rozchodził się echem po jego głowię, obrócił głowę, by spojrzeć na chłopaka siedzącego naprzeciwko niego, był pewien, że jeszcze przed chwilą był tu kompletnie sam, a tym czasem okazuje się inaczej, ponieważ teraz patrzył w malachitowe oczy chłopaka o brązowych włosach, których grzywka zasłaniała jedno z owych oczu,
Już chciał coś powiedzieć, kiedy nieznajomy ponownie się odezwał
-Jestem Omega-Przedstawił, a ty znajdujesz się w moim wymiarze, w którym sam żyje-Wyjaśnił
-Ską…- Powiedział, ale ponownie mu przerwano
-Skąd wiedziałem? Jestem czymś, więcej niż bóg, ale jednak czymś niższym od stwórcy-Znów zaczął mówić-Nazywasz się teraz Alan, prawda? Wow jesteś dokładnie taka sama! Trochę mi wstyd, ale na początku nie chciałem dowierzać, że odrodziłaś się w ciele chłopaka, ale nawet pomimo tak drastycznej zmiany wyglądu, twoje serce nadal pozostaje takie same… Choć teraz wydaje się być czymś spętane-Mówił zafascynowany
-Mógłbyś…
-Przestać do ciebie mówić w formie żeńskiej? Oczywiście
-Trochę to…
-Denerwujące, kiedy ci przerywam i dokańczam za ciebie zdania, tak? Wybacz, ale naprawdę jestem podekscytowany tym wszystkim! Przez tak długi czas byłem tu kompletnie sam, bez żadnej istoty u boku, a teraz jesteś ty… Co prawda to tylko twoja dusza, ale jednak-Uśmiechnął się
Szczerze powiedziawszy to Alan spodziewał się, że coś jeszcze go zaskoczy, ale nigdy nie przypuszczałby, że spotka kogoś kto przedstawia się jako „Omega” Czyli jednym słowem koniec, prawda?
-Tak, jestem końcem i nie, ty jeszcze nie umarłeś
Właśnie za te słowa dostał pełne wyrzutów spojrzenie Alana, który sam wolał zapytać o to co go dręczy, a nie zostać wyręczonym przez kogoś innego.
-Czego tak właściwie wszyscy ode mnie chcą? -Zapytał w końcu
-Oni chcą cię po prostu chronić, to jest swego rodzaju instynkt, który wręcz im to nakazuje i nie ważnym jest czy oni się z tym zgadzają czy nie… Tak właśnie zostali przez nas zaprogramowani, zarówno filary jak i bogowie… My również chcemy cię chronić, właśnie dlatego ponownie jesteś na akropolu! Powinieneś być szczęśliwy, przecież jesteś jedyny człowiekiem, który dostąpił tego zaszczytu.
-Przed czym chcą mnie tak ochronić?
Twarz Omegi momentalnie spoważniała
-Przed wszystkim mój drogi, przed wszystkim-Przyznał cicho, a za chwile spojrzał w niego-Widać, że Alfa również chce z tobą porozmawiać-Powiedział, a na znak, że mówi prawdę, na jego palcu usiadł kolorowy motyl
Nie minęła nawet krótka chwila, a za plecami boga rozpętała się prawdziwa burza piaskowa, która powoli się do nich zbliżała. Omego wstał z krzesła i obrócił się przodem do owej ściany piasku, jego spojrzenie było zmęczone, znudzone. Jedyne co zrobił to wypuścił motyla w powietrze w tej samej chwili powodując, że po burzy nie było choćby najmniejszego śladu… Ponownie usiadł.
-Co to było-Zapytał zdezorientowany
-Widziałeś kiedyś początek i koniec obok siebie?- Zapytał- Ja widziałem i inni bogowie również… Alfa i Omega zawsze mogli przebywać obok siebie nie robiąc żadnych szkód… Jednak z nami jest inaczej, każde nasze spotkanie powoduje rozpad wymiaru, co zresztą sam przed chwilą widziałeś-Powiedział z bólem w głosie-Ten motyl to jedyne źródło naszego kontaktu, które ostatecznie nie jest takie bezpieczne.
***
Odłamki kamieni latały powietrzu, a kurz zdawał się nie opadać: Tak właśnie wyglądał zamek, w którym mieszkał Valentine. To miejsce było teraz kompletną ruiną, ale czemu się dziwić, przecież starły się tutaj dwie potężne siły, chwile po tym jak bogowie zabrali Alana, tutaj rozpoczęła się prawdziwa bitwa i choć wampir był na straconej pozycji to jednak wytrzymał i jego towarzyszowi udało się dotrzeć na czas. Matthias nawet nie trudził się przyzywaniem swoich sług, wiedział, że będą w tej chwili jedynie zawadzać. Podczas walki nie było żadnych przerw i kiedy wydawało się, iż walka zakończy się dla filarów, zjawiła się Izabela wraz z Adrianem i Michaelem, a każdy z tej trójki wyglądał na bojowo nastawionego i czemu się dziwić, prawda? Jest dokładnie tak jak powiedział Omega, to jest ich instynkt. Ktoś chciał skrzywdzić wyrocznię, więc oni wbrew sobie reagują.
Nie mieli odwrotu i musieli walczyć do ostatniej kropli krwi, pewnym jest, że ktoś z tego pojedynku nie wyjdzie żywy, ale mimo tego nadal nie tracą odwagi… Stoją naprzeciw pięciu potworów, które doskonale zamaskowały się przybierając ludzkie ciało, zrobili dokładnie to samo co filary, zaczęli stali się ludźmi, ale z jednym wyjątkiem, oni nawet nie starają się ich udawać co można wnioskować po ich niecodziennym wyglądanie.
-Nie ważne Ole się was jeszcze pojawi, my i tak nie odejdziemy-Powiedziała spokojnie Lidia-Numerze dwa… Przydziel mi godnego wroga
Chłopak o białych włosach ukłonił się
-Talio i Olgierdzie… Wy zaatakujcie wilkołaka i maga, są słabi, więc na pewno sobie poradzicie-Powiedział nawet nie patrząc na towarzyszy- Ja i Sedrik zajmiemy się wampirem i nekromantą, a więc tobie moja królowo pozostaje zająć się lisim demonem
-Słyszeliście hetmana? -Zapytała-W imię naszego pana… Zabijcie ich-Uśmiechnęła się szyderczo
W mgnieniu oka każda z walczących stron podzieliła się na trzy grupy, która natychmiast ruszyły na siebie z impetem. Z czasem stopniowo się oddalając, ostatecznie tylko Lidia i Izabela pozostały przy ruinach zamku, ale i one nie zamierzały jedynie na siebie patrzeć… Stal przeciwko szponom.
***
Rozdzielenie miało na celu uchronić obie strony od przeszkadzania sobie w walce, to było swego rodzaju sprawiedliwe, ale jednocześnie bardzo ryzykowne, jeżeli któraś z drużyn przegra, inne będą miały kłopoty.
-Talio, daj mi broń, która z łatwością zakończy żywot tej bestii-Powiedział patrząc na Adriana, który był już pokazał swoją prawdziwą naturę.
Dziewczyna wywróciła oczyma, by następnie wyjąć zeszyt i stare pióro, nie potrzebowała dużo czasu, by zaczęła coś w nim szkicować. Jej zachowanie wprawiło w zaskoczenie zarówno maga jak i wilkołaka, nie wiedzieli co ona tak dokładnie robi… Może pisała jakieś zaklęcie? Kto wie. Odpowiedź dostali zaskakująco szybko, bo gdy tylko kobieta skończyła, nad głową jej towarzysza pojawiła się wielka srebrna halabarda.
Wilkołak zawarczał widząc srebro
-Cóż za wspaniała magia!- Wyrwało się Michaelowi za co dostał ostrzegawcze spojrzenie od Adriana
Oni również nie zamierzali zwlekać i już po chwili ścierali się próbując zadać jak najwięcej obrażeń przeciwnikowi, ale ku ich zaskoczeniu walczyła tylko jedna osoba, olbrzym o imieniu Olgierd, dziewczyna zaś trzymała się z daleka od walczących, ona najzwyczajniej w świecie obserwowała.
-Dlaczego on nie upada!- Krzyknął mag, gdy po raz kolejny jego atak trafił centralnie w przeciwnika
W tej sytuacji nawet szpony Adriana zdawały się nic nie robić, choć rozrywały ciało przeciwnika to jednak ten zdawał sobie kompletnie nic z tego nie robić i nadal wymachiwał swoją bronią, którą nawet nie trafiał w przeciwników… Jego styl walki był bardzo… Prymitywny i nie przemyślany, ale nawet jeżeli taki był to dzięki swojej przyjaciółce udało mu się trafić Adriana, którego łapy zostały spętane srebrnymi łańcuchami.
Verbrande patrzył z niedowierzaniem na całe zajście, ale również nie pozostawał bierny i już po chwili ruszył, by pomścić swojego kompana, choć doskonale wiedział, że jest na straconej pozycji… Musiał to zrobić… Instynkt nakazywał mu pomścić swojego przyjaciela, który został ranny w walce. On jak i reszta filarów nie zdawali sobie sprawy, że posiadają takie coś jak instynkt, przecież większość z nich nie jest zwierzęciem, by go mieć.
***
-Uważaj!- Krzyknął odpychając towarzysza, a następnie sam błyskawicznie odskakując
Sedrik unosił się wysoko nad nimi unosząc się na srebrnych skrzydłach i to właśnie z tamtej wysokości atakował… Wielka chmura srebrnych opiłków sterowanych przez miecz chłopaka ścierał wszystko na drobny mak, każdy chyba wie jak działa papier ścierny, prawda? Chmura działała dokładnie na tej samej zasadzie… Tylko, że ona była bardziej destrukcyjna.
Osoba, która po prostu została nazwana „Numer dwa” stała przez pewien czas nie wzruszona tym co się dzieje. Jednak, gdy jego sojusznik omal nie spadł na ziemie po upadku, wyjął szablę, która błysnęła złotym ostrzem, na chwile wzbił ją w ziemie, by poprawić białe rękawiczki, a następnie wycelował owe ostrze w wampira, a ten po prostu się zatrzymał… Nie mógł nawet się ruszyć, jego ruchy były skrępowane przez jakąś niewidzialną siłę.
-Valentine, uciekaj!- Krzyknął Matthias
Jedyne co zrobił lord to uśmiechnął się pod nosem i spuścił głowę, nie było już dla niego ratunku w tej sytuacji, teraz pozostało mu poczekać na pokutę.
***
Nadal obserwowały go malachitowe oczy, które wyglądały tak nienaturalnie, że można by pomylić je z wymyślnymi soczewkami .
-Pozwól, że zadam ci jedno pytanie moja droga… Ehkem… Mój drogi oczywiście-Powiedział niewinnie się uśmiechając-Czy oddasz swoje dotychczasowe życie, by ratować przyjaciół-Zapytał
Alan jedyne co zrobił to zmarszczył brwi próbując zrozumieć sens pytania
-O co ci chodzi?- Zapytał ostrożnie
-Już śpieszę z wyjaśnieniami!- Powiedział rozbawiony-Otóż teraz, kiedy mi sobie beztrosko rozmawiamy, tam na ziemi filary tracą życie jeden po drugim walcząc w twojej obronie- Uśmiechnął się ponownie- Ugh! Ich instynkt, aż szaleje, bo ktoś chce cię skrzywdzić
-Co?- Powiedział niedowierzając
-Sam zobacz- Machnął ręką,
Najpierw niebo, a potem ziemia, wszystko zaczęło się zmieniać i już za chwile siedzieli wysoko nad ziemią, w dole można było wyodrębnić trzy obszary, a zdarzenia w każdym z nich były doskonale widoczne dla obserwujących, Alan wyglądał na porządnie zaskoczonego tym faktem, zresztą nie tylko on, bo i Omego wydawał się być zaskoczony, że w ogóle mu się udało
-Wow! Ty naprawdę umożliwiasz mi takie rzeczy!- Mówił podekscytowany, ale za chwile spoważniał- A więc decyduj… Albo pozwolisz im tu teraz umrzeć, albo oddajesz się w nasze ręce, a oni-Wskazał na dół-Zostaną tym samym uratowani.
Alan przełknął ślinę i jeszcze raz spojrzał na dół, jego wzrok natychmiast odnalazł unieruchomionego lorda na, którego leciała srebrna chmura.
***
Seung patrzył na chłopaka, który się budził, wreszcie będzie mógł z nim porozmawiać, wreszcie będzie mógł dowiedzieć się jak zachowuje się naczynie, w którym uwiężono dusze wyroczni… Wreszcie będzie mógł dostać w swoje szpony duszę, która jako jedna z nielicznych umknęła jego uwadze i tym samym przechytrzyła go.
Alan powoli usiadł przecierając oczy, a gdy je otworzył, wszyscy w pomieszczeniu wyglądali na zszokowanych. Od początku miał dwukolorowe oczy, ale tym razem… Jedno było złote, a drugie malachitowe.
-Witaj… Przyjacielu-Uśmiechnął się
-Znam ten głos… William… Omega, ale jak?! -Zapytał zdenerwowany
-Zrobiłem to czego nie mogłem wtedy, chronię wyrocznię
***
-Co to za miejsce?- Zapytał
-Tutaj zawsze siedziałeś-Odezwał się chłopak o czarnych włosach i malachitowych oczach
-Dlaczego tu jestem? Kim jesteś?- Zapytał spoglądając na postać w białym garniturze przepasanym granatową szarfą
-Jestem Liam Alfa, a to twój nowy dom-Powiedział spokojnie- Zgadzając się na warunki Omegi… Zamknąłeś się w tym świecie
-Czy dobrze zrobiłem?- Zapytał w końcu
-Nie możesz mnie o to zapytać, ponieważ jestem początkiem, a odpowiedzi znajdują się zawsze na końcu drogi-Uśmiechnął się lekko-Pomogę ci zadomowić się tutaj, obiecuje…
Nie wiedział jak będzie to wszystko teraz wyglądać, porzucił swoje życie, by ratować kogoś innego… Nigdy, by siebie o to nie podejrzewał… Teraz przyjdzie mu żyć wiecznie obok Alfy i Omegi… Będzie ich łącznikiem, by ponownie mogli się spotkać i któregoś dnia… Zakończyć żywot wszystkich istnień na ziemi, właśnie taki był ich plan… A wyrocznia od początku była kluczem ukrytym przez stwórców
---------------

Co mogę powiedzieć? Opowiadanie dobiegło końca i nawet ja nie spodziewałem się, że tak się stanie ^ ^" Nie będę się tutaj zbytnio rozczulał, o to chyba nie ma większego sensu... Jednak mam nadzieje, iż wbrew wszystkiemu się podobało, bo ja naprawdę świetnie się bawiłem podczas pisania tego opowiadania
Chociaż główny wątek został zakończony to być może pojawią się jeszcze dodatkowe rozdziały wyjaśniające to i owo : )


Szczególe pozdrowienia dla Jowity, osoby, która wbrew wszystkim moim słowom... Zawsze mnie wspierała i była (I nadal jest) moją najwierniejszą czytelniczką, mógłbym do niej powiedzieć tyle słów wdzięczności, ale teraz znajduje tylko jedno
...
...
...
Dziękuje!

niedziela, 18 maja 2014

Rozdział-XIV-LI.SE.TA

LI.SE.TA

Minął miesiąc odkąd umarła Cornelia, minął miesiąc odkąd Cyrus pojawił się tamtego dnia na polanie. Nadal chowali się w zamku lorda czekając na jakikolwiek ruch ze strony boga. Jednak nie tylko tego wyczekiwali. Przyjaciele, którzy walczyli na polanie jeszcze się nie odezwali. Nasuwałby się wniosek, że nie żyją, jednak Matthias po pewnych rytuałach zaczął upierać się o to czy aby na pewno zginęli, ponoć nadal nie wyczuwa ich dusz, które ewentualnie mogłyby zostać przez niego przyzwane.
Matthias i Valentine okazali się być osobami, które nie były skore do otwartej walki, a przynajmniej ten pierwszy od samego początku wykazywał takie zachowanie. Wampir zaczął to robić dopiero po jakimś czasie pobytu nekromanty w zamku… Wiedzieli, że nie mają żadnych szans w otwartej walce z bogiem, ale też nie chcieli oddać mu wyroczni, dlaczego? Może nie chcieli tym razem zawieść, może to było zwykłe poczucie winy, które obudziło się w nich po tak długim czasie?
Alan natomiast coraz bardziej poznawał otaczające go miejsce.               Z trudem, ale sam przed sobą przyznawał, iż zna niektóre rzeczy, które zobaczył. Jednak był pewien, że nigdy nie widział ich na oczy… To było po prostu jakieś nieznane mu do końca odczucie. Ta sprawa nie jest jednak najważniejsza, mieszkańców zamku powinien zainteresować fakt o chorym sercu chłopaka, nie dawał po sobie poznać, ale coraz częściej dawało ono o sobie znać. Nie miał tu jakichkolwiek leków, by w razie czego móc się jakoś uratować. Jeżeli faktycznie dostałby ataku to nawet szybkość wampira nie pomogłaby w takiej sytuacji.
***
-Ile mamy tu jeszcze siedzieć!- Warknął zdenerwowany Adrian
Filary przebywające na wyspie również nie miały wiadomości ze świata zewnętrznego, może właśnie w tej chwili ich przyjaciele toczą zaciętą walkę z bogiem, a oni leżą sobie na… Plaży, może to wygląda na znieważenie tej całej sytuacji, ale co mogli innego robić? Ostatecznie Izabela stwierdziła, iż skoro tu już są to mogą skorzystać.
-Uspokój się-Powiedziała cicho- Teraz i tak nie możemy nic zrobić. Jeżeli faktycznie będziemy potrzebni to, to wyczujemy, prawda?
Jedyne co zrobił Adrian to warknął niezadowolony siadając pod jakimś drzewem. Denerwowała go już ta bezsilność, najchętniej teraz mściłby się za śmierć trzeciego filaru, ale nie mógł tego robić… Nawet jeżeli bardzo mocno, by tego chciał.
-Gdzie jest Verbrade?- Zapytał już spokojniej
-On? Chyba w bibliotece, jak chcesz to możesz do niego iść, ale wtedy najpewniej cię spali-Powiedziała jakby nigdy nic
Tak… Michael odzyskał pełnie swoich mocy po dwóch dniach, więc nie musiał się już obawiać wilkołaka, który ciągle wokół niego krążył. Mag oczywiście chciał się zemścić za ten niedoszły atak, ale ostatecznie odstąpił od tego pomysłu uważając, że teraz musi oszczędzać energie na coś zupełnie innego.
-Spójrzcie tutaj-Powiedział Michael zaraz po tym jak wyszedł z płomieni, które służył jako pewnego rodzaju portal.
Lis spojrzał zaintrygowany na przedmiot trzymany przez maga, jak się okazałą była to stara książka, która na oko miała około trzystu lat, więc  spokojnie mogła pochodzić z okresu, kiedy żyła wyrocznia.
 -Co takiego masz?- Zapytał Adrian podchodząc do Michaela
-Posłuchajcie-Poprosił
„Boskie zobowiązania powstały w dniu, kiedy siedmiu według ludzi najważniejszych bogów zeszło na ziemi, by po raz pierwszy spotkać się z kobietą, która przez wszystkich zwana była wyrocznia… Wszystkie istoty tego dnia wpatrywały się w niebo i nie bez powodu, ponieważ wtedy wydawało się ono mieć w sobie wielką dziurę. Zupełnie tak jakby w tkaninie  wycięto pewną część… Z chwilą, kiedy władcy się pojawili wszyscy zamarli, a pod naporem ich wzroku wszyscy się pokłonili… Prawie wszyscy, ponieważ jedna Kobieta nadal stała odważnie wcale nie bojąc się konsekwencji jakie może przynieść jej to nieodpowiednie zachowanie. Chwile obserwowali siebie nawzajem, a następnie boska łza lekko się skłonił i przywitał ją słowami „Witaj śmiertelniczko. Jestem bóstwem odpowiadającym za wodę i nazywam się Lei” Wszyscy się jej przedstawili, nikt nie chciał wyjść na gorszego w oczach kogoś tak nic niewartego, musieli być majestatyczni. Tacy jacy ludzie ich sobie wyobrażali.
Po pewnym czasie ona skłoniła się lekko i powiedziała: „Witajcie boskie istoty, które swą wspaniałością przewyższacie wszystko co było i będzie. Jestem tą której szukacie, jestem wyrocznią”
Nie powiedziała jak się nazywa, po prostu wyjawiła im swój tytuł, który zapewne i tak już znali. Pomimo takiego przywitania, bogowie nie wyglądali na specjalnie zawiedzionych. Wiedzieli czego mogą się spodziewać po prostej kobiecie ze wsi.
Spędzili z nią cały dzień pod jednym drzewem, a gdy ci mieli już o0dchodzić zatrzymali się i powiedzieli do niej:
„Nic nie warta śmiertelna kobieto… Dzisiejszego dnia przywróciłaś naszą wiarę w ludzkość, która chyli się ku rychłemu końcowi… Dziękujemy ci za ten dzień, a w podzięce dajemy ci zdolność widzenia, słyszenia i rozumienia tego czego inni nie mogą, dajemy ci możliwości, których zwykły człowiek nigdy nie zdobędzie… Z błogosławieństwem Alfy i Omegi mianujemy cie półbogiem… Obiecujemy cię chronić, każdy z osobna i wszyscy razem. Nawet ci, których tu nie ma”
I odeszli pozostawiając ją samą. Jednak nie na długo pozostała osamotniona, bogowie zesłali jej przyjaciół w postaci lisa, nietoperza, pawia, wilka, pająka, sowy i wielu, wielu innych, aby w ich imieniu również bronili siebie nawzajem”
Kiedy mag skończył czytać szybko się zorientował, że patrzą na niego dwie zdziwione osoby. Nie dziwił im się, gdy to czytał pierwszy raz sam był zaskoczony i nie do końca pojmował co tam dokładnie jest napisane, ale teraz już doskonale wie.
Bogowie okazali się nie być tacy zimni jakby każdy przypuszczał. Można spokojnie domyślać się dlaczego złożyli takie, a nie inne przysięgi względem nic nie znaczącej kobiety. Wiele źródeł donosi, iż bogowie posiadając wiedzę na każdy temat jednak nie jest im ona udostępniana od razu. Podobno objawia im się ona w postaci wizji. Jednak inne księgi mówią o ponad boskiej dwójce, która dysponuje tą wiedzą i udostępnia ją komu tylko chce. Jednymi z tych osób są prorocy, którzy byli poniekąd łącznikami z akropolem.
Jednak pozostawała jeszcze jedna sprawa, której nikt nigdy nie rozwiązał. Wyrocznia według tych zapisków była półbogiem, istotą nie tyle co nieśmiertelną, a długowieczną i odporną na wszystkie choroby świata… Skoro płynęła w niej boska krew to dlaczego starzała się, a w końcu umarła jako zwykły człowiek? Czy te wiadomości są fałszywe czy może bogowie kpili sobie z życia śmiertelnej istoty?
-Więc boskie zobowiązanie…- Zamilkła zastanawiając się co może następnie powiedzieć
Michael westchnął ciężko
-Pozwól, że dokończę-Powiedział spokojnie- Więc boskie zobowiązanie nadal jest aktywne i ta obietnica sprawiła, że Cyrus się pojawił-Zamilkł na chwile- Można również spokojnie przypuszczać, że wbrew wszystkiemu po prostu chcą ją chronić
-A więc stanie się coś złego, tak?- Wtrącił się Adrian
-Najprawdopodobniej…
***
Siedział na tronie w głównej sali zamku należącego do paladynów. Nic dziwnego, że traktują go jak króla. Chcą jak najlepiej ugościć boga, którego zamiary są im jeszcze nie do końca znane. Wiedzą, że muszą odnaleźć filary. Zrobią dosłownie wszystko, by na powrót zainteresować sobą istoty boskie i w ten sposób odzyskać chwałę, która w ich mniemaniu jak najbardziej się im należy.
Miał zamknięte oczy, ale bez problemu mógł wyczuć ile osób go w tej chwili obserwuje… Ich wzrok był uciążliwy, ale nie mógł teraz tak sobie po prostu otworzyć oczu i zbesztać im. Właśnie któryś z ponad boskiej dwójki dzielił się z nim przyszłością, pokazywał mu jak szybko znaleźć wyrocznie.
-Panie?- Zapytał ostrożnie mistrz
Cyrus otworzył oczy i spojrzał na niego znudzonym spojrzeniem
-Czego chcesz?- Zapytał po chwili
-Znaleźliśmy filar-Odpowiedział dumnie
Piorun uniósł jedną brew co oznaczało, że był zdziwiony
-Tak? A gdzie?- Powiedział podpierając głowę jedną ręką
-W Irlandii- Odpowiedział pewnie
-Zejdź mi z oczu nim zamienię cię z proch
Ton jego głosu wskazywał na to, że na pewno nie uwierzył słowom tego człowieka i oczywiście miał powody, by to zrobić. Podczas tych krótkich wizji jakie nawiedzały jego umysł, widział kraj w których znajdują się filary i tym samym wiedział gdzie jest wyrocznia. Nie potrzebował już paladynów, ponieważ teraz jedyne co będą robić to zawadzać podczas kolejnego starcia.
Wstał i bez słowa wyszedł z zamku, nawet nie raczył odpowiedzieć na pytania. Nie interesowało go  co ten człowiek zrobi, w najgorszym przypadku po prostu umrze u boku boga. To chyba będzie dla niego wystarczający zaszczyt, prawda?
W pewnej chwili zatrzymał się i spojrzał w górę. Jego oczy zdawały się zajść mgłą, wyglądało to tak jakby oślepł i faktycznie tak było. Nie widział teraz tego co wcześniej. Miał kolejną wizję, która była bardziej niepokojąca od wszystkich… Widział szóstkę osób, które zmierzają do wyroczni, by ją schwytać i wykorzystać jej moc.
Gdy wreszcie odzyskał wzrok natychmiast zorientował się, że coś jest nie tak. W dłoni trzymał srebrny pierścień, uśmiechnął się lekko i założył go na palec. Wiedział, iż ktoś wyżej postawiony od niego postanowił z nim współpracować. Ten pierścień został wykonany specjalnie dla niego i umożliwi mu to co dotychczas było niemożliwe, teleportowanie się.
Zamknął oczy, skupił się na miejscu do którego chciał się przenieść i już za chwile w miejsce gdzie stał uderzył piorun powodując, że paladyn upadł przestraszony, a gdy się rozejrzał zorientował się, że jest całkiem sam…
***
Alan upadł na ziemie trzymając się za serce. Wiedział, że to się stanie, a jednak nie zawiadomił żadnego z filarów znajdującego się w zamku… Teraz dopiero widział jakie to jest nieodpowiedzialne i głupie z jego strony. Jednak nie może teraz nic z tym zrobić, jeżeli nikt go nie znajdzie to nie ma możliwości, by uszedł z tego z życiem.
Zamknął oczy próbując spokojnie oddychać, nie wychodziło mu to jednak. Już kiedyś miał taką sytuację, w której został wysłały aż do szpitala, by tam się z nim zajęli. W tej sytuacji to nie będzie możliwe.
Nagle poczuł jak ktoś go podnosi. Wiedział, że to nie jest ktoś kogo zna, a on nawet nie ma siły, by mu się wyrwać, by otworzyć oczu i zobaczyć cokolwiek…
***
W pokoju zapadła cisza, kiedy oba filary poczuły coś bardzo niepokojącego… Wyczuli trzecią moc, która jest o wiele potężniejsza od nich razem wziętych, nie ulegało wątpliwością to, że jeden z bogów ich odnalazł. Wiedzieli nawet teraz, iż był to Cyrus, który zapewne od samego początku siedział im na ogonie.
Długo nie zostali w miejscach, ponieważ już za chwile ze swoją nad ludzką prędkością stali przed złotowłosym chłopkiem, który na rękach trzymał Alana.
Filary spojrzały po sobie porozumiewawczo, sytuacja była taka jak wcześniej i tu się nic nie zmieniło. Cyrus nadal był o wiele potężniejszy, więc Valentin ponownie musiał zacząć uciekać. Matthias w takim wypadku musi odwrócić jego uwagę na tak długo, by wampir mógł uciec daleko stąd.
I stało się, nekromanta wezwał dwa szkielety, które z impetem ruszyły na boga następnie uniemożliwiając mu na krótką chwile ruch. Sam piorun nie wydawał się być specjalnie zaskoczony tym posunięciem i najzwyklej w świecie szedł dalej. Jednak ta chwila, w której został na moment zatrzymany wystarczyła, by stracił wyrocznie.
-Jesteście naprawdę uciążliwi… Dlaczego jej nie oddacie? Czy tak nie byłoby…
-Czym są boskie zobowiązania
Cyrus spojrzał na niego zaskoczony
-Bezczelny…- Powiedział cicho- Jak śmiesz sądzić, że bogowie kiedykolwiek się do czegoś zobowiązywali?- Zapytał
Matthias słysząc jego słowa przez chwile wyglądał na zbitego z pantałyku. On również czytał tę samą księgę co Michael, ale w przeciwieństwie do maga nie dzielił się informacjami tam zawartymi. Dlatego teraz był naprawdę zdziwiony tym, że Cyrus wydaje się nie pamiętać o żadnych zobowiązaniach, a on przecież też został wybrany spośród wszystkich bogów. Należał do najlepszej siódemki, a dowodem tego jest pierścień, który widnieje na jego palcu… Tylko jest tam jeszcze jeden, który dla nekromanty jest zupełnie obcy i emituje dziwną energią… Inną… Coś lepszego niż boskiego, a przecież to niemożliwe.
-Nie chce mi się tracić na ciebie mojego czasu…
Gdy tylko jego słowa ucichły ponownie pojawił się piorun, który zabrał boga najpewniej tam, gdzie pobiegł Valentine
Matthias wyglądał na początku na zaskoczonego, ale natychmiast zaczął przygotowywać się do teleportacji. Pewnym był, że wampir nie poradzi sobie w pojedynkę z Cyrusem, który posiadł zdolność teleportacji.
-Zawiadom resztę filarów… Szybko!- Rozkazał swojemu słudze
***
Biegł po prostu przed siebie. Musiał być jak najdalej od boga, który jakimś cudem ich odnalazł. W pewnej chwili po prostu się wywrócił, nie wiedział dlaczego. Nigdy wcześniej mu się do nie zdarzało, więc dlaczego. Otworzył oczy leżąc na ziemi, a to co zobaczył na pewno nie było zadowalające… Nad nim stał Cyrus przykładając swój miecz do jego szyi.
-Ale jak?- Powiedział cicho
-Jak widać każdy może nauczyć się czegoś nowego. Nawet bóg
Już miał wykonać śmiertelny cios, kiedy poczuł ucisk na swojej ręce. Natychmiast spojrzał w stronę tej osoby, a to co zobaczył zdziwiło go jeszcze bardziej. Osobą, która złapała go za rękę był Alan, który patrzył na niego słabym wzrokiem… Teraz doskonale było widać, że coś jest nie tak, miał nieobecne spojrzenie, ledwo trzymał się na nogach i widać było jak ciężko oddycha.
Cyrus spojrzał na swoją dłoń, w której nie miał już miecza. Swoim wzrokiem ponownie powrócił do słabego chłopaka, który nadal go nie puszczał. Wyglądało to tak jakby się na nim podtrzymywał, a w pewnej chwili po prostu na niego opadł. Co mógł zrobić Cyrus? Miał dostarczyć go nie uszkodzonego, więc złapał go, a wtedy zobaczył coś dziwnego.
~~~
Właśnie obserwował samotną kobietę, która miała około dwudziestu wiosen. Siedziała samotna pod drzewem. Uważał ją za bardzo nierozsądną, wręcz głupią, przecież jaki normalny śmiertelnik siedzi pod drzewem podczas tak potężnej burzy jak ta… To czyste samobójstwo. On sam stał w bezpiecznej odległości od niej. Był na tyle daleko, by ta nie mogła go dostrzec.
-Głupia…- Skomentował jedynie odwracając się z zamiarem odejścia
„Burza jest taka piękna i nieprzewidywalna”
Właśnie na te słowa się zatrzymał. Jako bóg posiadał słuch lepszy od każdej żyjącej istoty na tym świecie… Teraz dla niego ta osoba stała się jeszcze dziwniejsza niż dotychczas. Jeszcze nie spotkał zwykłego człowieka, który nie drżałby przed piorunami, a w każdym razie, by uważał je za piękne.
Ponownie odwrócił się w jej stronę z zamiarem poobserwowania jej jeszcze jakiś czas. Jednak jak widać nie było mu to dane, ponieważ zjawiło się kolejne bóstwo. Tym razem był to Lei, istota odpowiadająca za deszcz. Przez ludzi zwany boską złą.
-Co robisz?- Zapytał następnie patrząc w stronę drzewa- Kim jest ta nierozsądna kobieta?
„Szkoda, że burze zdarzają się tak rzadko”
Teraz Lei wyglądał na zdziwionego łowami tej w jego oczach już interesującej osoby, nie spodziewał się, że spotka kogoś kto będzie lubił burze… Cyrus należy do tych bogów, których ludzie się po prostu boją. Można powiedzieć, że stoi obok pożaru i śmierci. Nie ważne, że tego nie chce… Ludzie boją się, bo nie rozumieją.
„Jednak chyba burza bez deszczu nie byłaby taka piękna, kiedy przychodzą opady może pojawić się i kilka piorunów… Ciekawe czy ci bogowie się lubią”
-Od kiedy ona tak mówi?- Zapytał z szeroko otwartymi oczami- Kim jest, by snuć takie domysły? Uczona? Kapłanka?
Nie było wątpliwości, że i Lei został urzeczony przez tę kobietę, a przecież nawet z nią nie rozmawiał. Nie wiedział o niej nic, ale chciał poznać osobę, która dopuściła się takich domysłów.
Lei w przeciwieństwie do swojego przyjaciela jest postrzegany za dobro i to jedno z tych ważniejszych, woda. We wszystkich starych pismach jest napisane, że Cyrus zazdrości mu tego jaki jest i stara się, by deszcz był paskudny zsyłając pioruny… W to właśnie ludzie wierzą, jednak tylko ta kobieta zna prawdę… Burza podczas deszczy jest po prostu wynikiem zabawy dwóch bóstw.
-Nie wiem kim jest, ani skąd zna prawdę, ale…
-Powinniśmy o tym powiedzieć komuś?- Zapytał
Cyrus spojrzał na niego niepewnie
Przez kilka dni przychodzili w to samo miejsce, o tej samej porze, by zobaczyć tę jedną osobę, która zawsze w samotności obserwowała tu niebo. Nigdy nie widzieli, by miała jakiś przyjaciół… Nawet obserwując ją podczas spaceru w mieście… Nikt… Była sama i wyglądało to tak jakby nikt jej nie widział, nie znał. Było to dla nich w pewien sposób bolesne, ponieważ od momentu, kiedy kobieta powiedziała co tak naprawdę myśli o burzy. Zaczęli patrzeć na nią inaczej niż na jakąś tam śmiertelniczkę. Po raz pierwszy zainteresowali się śmiertelnikiem.
Tego dnia znów siedziała po d drzewem. Jednak teraz nie była tam sama, były przy niej ludzie, którzy mieli wobec niej niecne zamiary… Z jakiś przyczyn chcieli ją zamordować.
-Co się dzieje?!-Powiedział zdenerwowany Cyrus widząc stojąc obok jednego z bogów śmierci… Konstantyna
-Naturalny cykl życia… Rodzimy się, żyjemy, a na końcu umieramy- Powiedział ze stoickim spokojem obserwując zdarzenia przy drzewie- Jednak tutaj ludzie postanowili, że tamta niewiasta pożywa już za długo. Jestem tu, by zabrać jej duszę, gdy będzie po wszystkim… Taka jest moja praca-Przypomniał
-Nie możesz zrobić wyjątku?- Zapytał Lei
Konstantym zmarszczył czoło, a następnie spojrzał na jednego i drugiego towarzysza.
-Dlaczego wam zależy na zwykłej śmiertelniczce?
-Nieważne… Zrobisz to dla nas?
-Owszem mógłbym, ale… Moje kalkulacje musza się zgadzać… Co do jednej duszy, a obecnie musze zabrać tylko jedną-Poinformował ich
Jej krzyk bogowie doskonale słyszeli, cała trójka spojrzała w tamtą stronę. Wiadome był, że jeżeli czegoś za chwile nie zrobią to ta wyjątkowa kobieta pożegna się z życiem.
Cyrus jako pierwszy ruszył w ich stronę, a za nim poszedł Lei. Jedynie Konstantyn nie ruszył się z miejsca, obserwował to wszystko z niemałym zdziwieniem. Pierwszy raz widzi, by bogowie ratowali śmiertelną kobietę własnymi rękoma. Ostatecznie też ruszył powolnym krokiem w stronę, gdzie odeszli jego towarzysze.
Najpierw przyszedł obfity deszcz gasząc wszystkie pochodnie i przyprawiając ludzi o zdezorientowanie. Był środek lata, jeszcze chwile temu był upał, a teraz pada lodowaty deszcz… Nie minęła nawet chwila, a niebo pociemniało od ciemnych chmur zwiastujących burze.
„Cieszę, że przed śmiercią będę mogła zobaczyć coś tak pięknego”
Zdążyła jedynie tam pomyśleć, a piorun przeszył niebo trafiając stanowczo zbyt blisko wieśniaków, którzy byli zbyt przestraszeni, by pomyśleć o jakiejkolwiek ucieczce. Cyrus tym razem znów miał zamiar zaatakować, ale tym razem trafić prosto w winowajców.
Już miał to zrobić, kiedy ktoś powstrzymał jego dłoń. Był to Konstantym, który patrzył na niego unosząc jedną brew.
-Wiesz, że jeżeli to zrobisz to coś jej się stanie, prawda?
Cyrus spojrzał na niego, a następnie szybko opuścił dłoń… Wiedział, że trochę poniosły go emocje i przez chwile nie za bardzo patrzył na dobro osoby, która ma być przez nich uratowana.
-Więc co mam zrobić?
-Nie wiem-Powiedział wzruszając ramionami- Oni się już trzęsą. Może wystarczy tam pójść i ją zabrać? Tylko czy wtedy nie przeżyje ona zbyt dużego szoku? W końcu jesteśmy bogami
-A jeżeli ich zabijemy uznają ją za wiedźmę i zaczną ścigać-Dokończył Lei
-Więc mamy stać i przyglądać się jak ona cierpi? Sam przecież doskonale wiesz, że dostała dźgnięta!- Krzyknął, a w tym momencie kilka piorunów w tym samym momencie uderzyło w ziemie.
Dalej Cyrus już nic nie mówił, po prostu zaczął iść w kierunku samotnego drzewa. Jednak tym razem nikt za nim nie poszedł. Jego towarzysze  postanowili jedynie obserwować, rozumiał ich. Sam nie wierzył w to co robi.
Gdy był już blisko zobaczył jak owa kobieta się podnosi i nie zwracając na niego uwagi odchodzi trzymając się za bok… Czy to oznacza, że nie chciała jego pomocy? Że poradzi sobie doskonale sama? Przecież jest ranna… Patrzył na nią, gdy się oddalała. Teraz nie widział potrzeby, by jej ratować. Poniekąd jest bezpieczna…
~~~
Można powiedzieć, że w porę się opamiętał. Szybko złapał Alana i odskoczył z nim na odpowiednią odległość tym samym unikając ataku pochodzącego z jakiegoś nieznanego źródła. Nawet nie miał czasu, by zastanawiać się nad tym co właśnie zobaczył… Wiedział, że to było prawdziwe, ale nie wiedział już dlaczego zobaczył to po dotyku chłopka.
Nie ważne gdzie teraz stanął musiał natychmiast odskakiwać, by nie zostać trafionym. Podejrzewał, że napastnikami są istoty, które widział we wizji. W końcu się zatrzymał patrząc w stronę lasu, z którego wyszła teraz piątka osób, a każda z nich ubrana była na czarno.
-Jak śmiecie mnie atakować?- Zapytał lekko podirytowany-Kim jesteście?
Pierwszą osobą, która zdjęła kaptur była młoda kobieta o bladej cerze i siwych włosach. Bez wątpienia była to ta sama kobieta, z którą przyszło walczyć Matthiasowi
-Nazywam się Lidia-Ukłoniła się lekko- Stoję na pozycji królowej w ugrupowaniu, które zostało nazwane przez naszego pana LI.SE.TA
-Atakujemy cię, ponieważ pragniemy posiąść człowieka, którego trzymasz na rękach. Jest bardzo ważny dla naszego pana-Wtrącił się chłopak, który nawet nie raczył zdjąć kaptura
-To o was mówił Matthias?- Zapytał Valentine
Kobieta jedynie skinęła głową potwierdzając jego słowa
-Przypomnę wam co się dzieje, że gdy zaatakuje się boga-Powiedział zły najpewniej z powodu przerwanej wizji niż samego ataku na jego osobę.
Ponownie poczuł jak ktoś łapie go za rękę. Jednak tym razem ten widok był jeszcze bardziej zadziwiający, ponieważ tuż obok niego stał Nataniel, boski kat  jeden z odpowiedzialnych za śmierć piątki swojego rodzeństwa…
-Wybacz Cyrusie, że przeszkadzam twą zemstę. Jednak uważam, że powinniśmy wracać na akropol-Mówił obojętnie- Co prawda daliśmy ci tyle czasu ile chcesz, ale mój brat bardzo się niecierpliwi zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że w tamtym miejscu czas płynie bardzo wolno…
Obojętny ton Nataniela był wręcz przerażający. Zupełnie tak jakby był wyprany z jakichkolwiek uczuć
-Jak to chcecie zabrać go na akropol?!- Krzyknął Valentine
-Klękaj-Rozkazał
Jedno słowo, jedno spojrzenie to wszystko wystarczyło, by ktoś tak dumny jak Lord  Valentine padł na kolana wlepiając puste spojrzenie w ziemie. Dźwięk głosu Nataniela spowodował przybycie rozpaczy, która przedstawia fałszywy obraz tego co było i odbiera wszelką nadzieje… Istota bez nadziei, bez wiary, bez celu… Jest bardzo łatwa w kontrolowaniu, tak właśnie działa Nataniel… On pomimo tego, iż jest bogiem śmierci tak naprawdę nikogo nigdy nie zabił. On tylko manipulował odpowiednimi osobami.
Bóg śmierci rozejrzał się po zgromadzonych tylko na chwile zatrzymując wzrok na piątce, która przedstawiła się jako LI.SE.TA Znał każdą z tych osób i to było niepodważalne, umarli oni już dawno temu, a jednak nadal tutaj są choć nie można powiedzieć, by żyli. Wiedział także kim jest ich przywódca
-Chodźmy… Jeżeli zostaniemy tu jeszcze dłużej to ten chłopak umrze, a wtedy obje będziemy mieli nie małe kłopoty
Znikli, po prostu wyparowali nie pozostawiając po sobie choćby jednego namacalnego śladu. Dopiero wtedy Valentine mógł się podnieść i ponownie spojrzeć swoim przeciwnikom prosto w oczy.
***
Seung obserwował śpiącego chłopaka. Właśnie dokonało się to czego od tak dawna chciał, właśnie w jego rękach jest wyrocznia, która swego czasu umiała go tylko pouczać. Zastanawiał się jaka będzie teraz, chciał wiedzieć jak zareaguje.
-Domine mi?- Powiedział cicho Nataniel
-Ach tak, tak- Oderwał swoje spojrzenie teraz patrząc na Cyrusa i Nataniela-Świetnie się spisałeś Cyrusie, dziękuje. Mam u ciebie dług wdzięczności
-To nie musi być wcale dług-Odezwał się
-Tak?- Zapytał zdziwiony-A co takiego?
-Powiedz mi czym są boskie zobowiązania…
Seung spojrzał na niego zaskoczony, takiego pytania na pewno się nie spodziewał. Nataniel i Grace również wyglądali na zszokowanych tym pytaniem.
-----------------
Wiadomo kim jest Lidia, Talia i Sedrik 
Rozdział znów jest długi co mnie bardzo cieszy ^^
Zapraszam do komentowania : D

niedziela, 11 maja 2014

Dusza Wyroczni-XIII-Domator

Domator

Valentinie wysłuchał całej historii swojego przyjaciela i gdyby nie widział rozmówcy, nie uwierzyłby w żadne jego słowo. Zawsze widział w nekromancie kogoś potężniejszego od siebie, nie można ocenić czy jego przypuszczenia były trafne. Wbrew pozorom nekromanta własnymi rękoma walczy naprawdę rzadko. W każdym razie wampir nie widział tej osoby bardzo angażującej się w jakąś walkę. Jednak jedno mógł powiedzieć. Każdą, choćby najprostszą brał bardzo poważnie.
Nadal pamięta jak pierwszy raz zdarzyło mu się zaobserwować walkę Matthiasa. Właśnie wtedy nabrał do niego tak wielkiego respektu. Nie codziennie, przecież widzi się taki styl walki. Inni mogliby nazwać nekromantów tchórzami chowającymi się za trupami. Jednak taki ktoś zapewnie nie zastanawiałby się ile taka osoba poświęciła, by mieć to co ma.
Nekromanci zawsze byli postrzegani jako zło, przed spotkaniem wyroczni. Matthias prawie codziennie był zmuszany, by walczyć z paladynami, którzy za swoją misje uważali wyeliminowanie kogoś kto para się tą paskudną dziedziną. Jakież było zdziwienie na twarzy samego nekromanty, kiedy to pewna kobieta zaproponowała mu dołączenie do niej. Skuszony czekającym spokojem, zgodził się. Jednak już od samego początku było widać, że nie pasuje do reszty filarów. Zawsze był sam… Brzydzili się nim, ale nie wszyscy, wyrocznia zawsze potrafiła z nim spokojnie porozmawiać, a za jej śladem poszło parę innych filarów, którzy zaczęli być ciekawi nowego członka ich rodziny.
-Słyszę to co mówisz, ale nadal nie chce mi się w to wierzyć-Przyznał- Myślisz, że to mogli być paladyni? Wiesz… Cyrus wrócił, więc mógł na nich jakoś zadziałać
-Nie, nie-Pokręcił głową krzyżując ręce na piersi-Na pewno nie byli to paladyni, nie powiedzieli do jakiej organizacji należą, a sam wiesz jak te błazny lubią chwalić się kim są i jakie rangi osiągnęli, prawda?
Lord pokiwał jedynie głową przyznający tym samym racje przyjacielowi
Jakby nie patrzeć. Rozmowa jaką przeprowadzili nie przyniosła na pewno nic dobrego, wniosła natomiast kilka nowych wątków, a wśród nich był tajemniczy nowy przeciwnik.
Valentine już teraz widział, że z przybyciem boga, wszystko natychmiast zaczęło się komplikować, zaczął panować jakiś chaos. Cyrus najpewniej też zdawał sobie z tego sprawę. Jakby teraz na to spojrzeć, to zabicie Corneli było zwykłym popisem. Chciał pokazać, iż znów świat ma drżeć przed potęgą istot boskich
-Cornelia odeszła-Powiedział nagle po chwili ciszy-Czy byłaby szansa na…- Mówił niepewnie
-Nie kończ-Poprosił- Kiedyś już ci to chyba tłumaczyłem, prawda?- Zapytał ze smutkiem w oczach-Chcesz bym zrobił z niej jakąś kukłę, która nie posiada własnego rozumu
-Nie chce tego!- Powiedział natychmiast- Chciałbym tylko jeszcze raz z nią porozmawiać-Przyznał- Nawet jeżeli miałaby to być kłótnia-Uśmiechnął się lekko
Samo wskrzeszenie ciała dla nekromanty nie jest specjalnie trudne, może to robić bardzo szybko lub bardzo wolno. Czas zależy od tego jak bardzo dany sługa ma być użyteczny i silny. Z duchami jest jednak inaczej, ponieważ są one bezpośrednio połączone z bogami. Za jednego wskrzeszonego ducha trzeba poświęcić trzy niewinne dusze, tak przynajmniej jest w niepisanym prawie. Sprawy jednak wyglądają zupełnie inaczej trzeba się targować z bogami śmierci o to ile dusz trzeba poświęcić. Bywały takie przypadki, kiedy zażądali oni naprawdę wysokiej ceny, była nawet legenda opowiadająca o nekromancie, który chcąc odzyskać swoją ukochaną musiał zebrać sto dwadzieścia jeden kobiecych dusz, musiał zapłacić naprawdę wysoką cenę, by jego ukochana mogła wrócić do „życia” Legenda jednak nie wyjaśnia czy mu udało mu się w końcu spełnić warunek. Właściwie historia kończy się na wystawieniu przez boginię śmierci swojego asa. Warunek był prosty „Wygraj, a oddam ci ukochaną”
Matthias wiele razy zastanawiał się czy temu nieszczęśnikowi się udało, nawet przez kilka lat szukał dokończenia tej historii. Jednak zdawało się, że takowego nie posiadała. Laid sam przechodził przez to samo, umarła jego ukochana i chciał ją odzyskać. Jednak dzięki wyroczni nie musiał płacić, ona poprosiła, a bogowie spełnili jej prośbę. Nadal pamięta pod jakim był zdziwieniem.
-Kiedyś i tak się spotkacie-Powiedział cicho- Nawet bogom zdarza się umrzeć, wystarczy się tylko trochę postarać, prawda?- Zapytał uśmiechając się lekko
Valentine i tym razem nie odpowiedział. Jedynie uśmiechnął się i pokiwał twierdząco głową.
***
W tym samym zamku, a konkretnie w jego mniej używanej części znajdował się Alan, został poproszony o opuszczenie ciepłego pomieszczenia, w którym odbywała się rozmowa starych przyjaciół. Chciano w ten sposób uniknąć zbędnych pytań ze strony chłopaka, a zarazem nie chcieli go martwić tym jak sprawy obecnie wyglądają. Jest zwykłym śmiertelnikiem… Jest zbyt słaby, by mógł cokolwiek zdziałać.
Usiadł po turecku opierając się o jedną ze ścian. Wszystkie korytarze w tym zamku wydawały się tworzyć jeden wielki labirynt, w którym naprawdę można było się łatwo zgubić. Jednak Alan jeszcze tego nie zrobił, dobrze wiedział jak dotrzeć z powrotem pod ciepły pokój.
Leniwie rozglądał się po pomieszczeniu spec lanie dla niego oświetlonym. Było tak jak powiedział Valentine. On nie musiał mieć zapalonych świec czy nawet rozpalonego kominku, nie czuł chłodu bijącego od tych ścian, więc nie dbał o to… Zrobił, to tylko dla człowieka, dla tak kruchej istoty. Alan źle się z tym wszystkim czuł, nie wiedział kompletnie co ma myśleć. Jednego dnia nazywają go wyrocznia, a jakiś czas potem nawet nie chcą niczego powiedzieć… Czuł się bardzo bezsilny. Wiedział, że nie może nic zrobić, bo  na pewno skończy się to źle.
-Kim ja jestem?- Zapytał raczej sam siebie
Uśmiechnął się na jedną ze swoich myśli, chyba naprawdę zaczął wariować, skoro zaczął mówić sam do siebie. Jednak chyba można mu tę rzecz wybaczyć, prawda? Powinien był się załamać i tyle. Chciałby w to wszystko po prostu nie wierzyć, ale nie może tego zrobić. Widział wszystkie te rzeczy i potrzeba raczej cudu, by mógł o nich wszystkich zapomnieć. Jego życie tak naprawdę skomplikowało się z dnia na dzień, a on nie miał na to zbyt dużego wpływu… Chciał im tylko trochę pomóc. Jednak został wciągnięty w coś o wiele większego… Bał się swojej nadchodzącej przyszłości i martwił się zarazem o Adriana i Izabele, przecież nawet nie wiedział czy oni żyją, sam widział jak Cyrus z dziecinną łatwością zabija tamta kobietę… Właśnie! Cyrus, on też wziął go za wyroczni, więc to musi być prawda, nie ważne jakby była przerażająca. Zastanawiał się jakim cudem właśnie on jest wyrocznią, osobą, którą chcieli chronić dosłownie wszyscy. Nawet nie wiedział jaką była kobietą… Chciałby móc z nią porozmawiać i dowiedzieć się co ma robić… Jednak to jest niemożliwe.
Sam nie wiedział dlaczego, ale złapał się za serce. Nie bolało go, ale miał złudną nadzieje, iż to coś pomoże, miał nadzieje, że dzięki temu znajdzie odpowiedź choćby na jedno pytanie z tak wielu, które teraz go otaczały.
Podniósł się w pewnej chwili i ponownie zaczął wędrować po całkowicie obcym mu miejscu. Nawet nie wiedział jakim cudem jeszcze nikt nie znalazł tego zamku, przecież satelity, samoloty czy nawet ludzie musieli kiedyś go chociaż zauważyć. Postanowił się dłużej nad tym nie zastanawiać, uznał po prostu, że nie jest to teraz jego najważniejszy problem jaki bezpośrednio go dotyczy.
W pewnym momencie się zatrzymał patrząc na jedną ze ścian. Wisiał na niej obraz, który wydawał mu się  być znajomy, nie wiedział skąd, ale znał miejsce, które malarz namalował naprawdę realistycznie. Nie mógł powiedzieć, gdzie ono konkretnie jest, ale czuł, że kiedyś tam był „Czy to jedno ze wspomnień wyroczni?” Zapytał sam siebie w myślach, nie wiedział czy być przerażonym czy zastanawiać się jak można to dobrze wykorzystać.
***
Powoli otworzyła oczy przed którymi miała gwieździste niebo… Żyła, nie wiedziała jak to się stało, ale oddychała. Co prawda była obolała i to nawet bardzo. Jednak ten fakt nie był teraz najważniejszy, podniosła się ostrożnie i zmarszczyła czoło, ponieważ nie znała miejsca, w którym się znajdowała. Była na jakiejś plaży, a przed nią znajdowała się jakaś duża woda, nie mogła stwierdzić czy to było morze czy ocean. Szybko zaczęła się rozglądać w poszukiwaniu swojego przyjaciela. Miała szczerą nadzieje, że jest w tym samym miejscu co ona… A co ważniejsze miała nadzieje, iż jeszcze oddycha.
Nie zastanawiając się długo, poderwała się i wbiegła w las znajdujący się za nią. Jeżeli chce znaleźć Adriana musi przeszukać choćby najmniejszy zakamarek tej wyspy, dla zwykłego człowieka byłoby to pewnie trudne, ale ona nie jest śmiertelnikiem, więc długo nie powinno jej to zająć.
***
Groźne warknięcie wydostało się z jego gardła, był naprawdę zły na osobnika znajdującego się przed nim… To właśnie przez niego zginęła Cornelia, był tego niemalże pewien, a jeśli nawet tego nie zrobił to musiał w tym jakoś maczać palce. Adrian postanowił się nie ograniczać. Jest na tyle zdeterminowany, by zabić stojącego przed nim maga, który już niejednokrotnie uprzykrzał mu życie, nie ważne czy to było sto, dwieście czy nawet pięćdziesiąt lat temu… Wilkołak chciał zakończyć żywot tego szczura tu i teraz.
-Adrian…- Zaczął- Ja wszystko ci wytłumaczę, naprawdę-Powiedział ze kruchą w głosie
-Nie mam zamiaru tego wysłuchiwać-Powiedział, a w tym samym czasie jego oczy zaczęły przypominać raczej księżyc niż normalne ludzkie oczy
-Że też nie mogłeś obudzić się później…- Powiedział cicho
Normalnie Michael nie bałby się o wynik tego pojedynku. Jednak teraz były dwa czynniki, które działają na jego niekorzyść. Pierwszym z nich było przyzwanie smoka. Każdy wie, że te istoty są odporne na każdy rodzaj magii. Jednak dzięki odpowiednim artefaktom można je zmusić do posłuszeństwa, niestety owe przedmioty chłoną energie jak gąbka, a oni lecieli całkiem długo, jaki z tego wniosek? Verbrande jest kompletnie wykończony. Drugi czynnik pochodzi bezpośrednio od Adriana, wilkołaki to zwierzęta, bestie stworzone przez bogów do mordowania ludzi i zwierząt… Byli swego rodzaju czyścicielami jeszcze nim cywilizacja ludzka się tak bardzo skolonizowała świat. Pomimo swojego pochodzenia wcale nie byli zacofaną rasą, naprawdę wiele się nauczyli o uczuciach i z czasem coraz bliżej im było do ludzi niż do zwierząt. Wkrótce zaczęli posługiwać się uczuciami… Można powiedzieć, że to był jeden z największych błędów ich życia. Uczucia, a zwłaszcza te zbyt mocne powodowały powrót do wilczej formy, chyba nie trzeba wyjaśniać jak śmiertelnicy poczęli się zachowywać widząc takie coś? Wilkołaki uznały to za swego rodzaju karę od bogów, karę za to, że zaczęli pouchwalać się z kimś kogo mieli tępić, Akropol postawił warunek „Zgładźcie tysiąc ludzkich istnień, a pozwolimy wam żyć jak dotychczas” Nie posłuchali się tego, nie zabili tylu osób. Nawet nie chcieli tego robić. Oczywiście były przypadki, kiedy któryś z wilków nie wytrzymał, były to jednak rzadkie wypadki… Tak właśnie od wilkołaków odwrócili się bogowie. Ludzie jednak nie docenili tego miłosierdzia z ich strony, zaczęli na nich polować, a co za tym idzie i prześladować, poczęli się chować po lach… Nie mieli już naprawdę nic, oprócz naprawdę wielkiej siły fizycznej.
-A co mógłbyś wtedy zrobić, co?!-Warknął przekrzywiając lekko głowę- Mógłbyś nas wtedy spokojnie zabić? Myślałeś, że to będzie takie łatwe?!
Michael westchnął ciężko, spotkał się z taką sytuacją już nie raz i doskonale wiedział, że nawet nie ma co dyskutować ze wściekłym wilkiem. Wszystko byłoby jednak w porządku, gdyby tylko był w pełni sił, wtedy nie musiałby się bać, że skończy jako gryzak dla psiaka.
-Morgana naprawdę poskąpiła wam rozumu, prawda?-              Syknął
Doskonale zdawał sobie sprawę jak bardzo Adrian nie cierpi bogów. Jednak mag chciał w ten sposób pokazać, że wcale nie obawia nieuchronnego starcia. Najpewniej tylko to powstrzymuje teraz tę bestię przez rzuceniem się do szyi maga.
-Igrasz z ogniem Verbrande- Kolejne słowa, które coraz mniej przypominały ludzką mowę, a zwykłe warknięcia
-Ogień to dla mnie ni nowego-Uśmiechnął się szyderczo- Jeżeli chcesz to szybko zakończyć, wystarczy mnie teraz zaatakować, a potem gnić w ziemi, nie zapominaj, że jestem szóstym filarem, a ty tylko marną dziewiątką-W jego głosie można było wyczuć wyraźną kpinę.
Adrian już tego nie wytrzymał. Teraz w miejscu gdzie stał chłopak był ogromny wilk, którymi swoimi srebrnymi ślepiami patrzył na swą ofiarę. Już jego obnażone kły mówiły co ma zamiar zrobić z Magiem. Tym razem to nie były żarty. Wilkołaki po przemianie były naprawdę groźne. Adrian nawet walcząc z Cyrusem nie uległ transformacji, a przecież ten zabił Cornelie… Teraz trzeba się jedynie domyślić jaki żal ma do Michaela, skoro dopiero przy nim dokonała się przemiana, gdyby nie sytuacja w jakiej mag się teraz znajduje. Najpewniej byłby z siebie dumny, że do takiego czegoś doprowadził.
Verbrande oczywiście nie pozostawał obojętny i już za chwile w jego dłoniach płonęły dwie ogniste kule, którymi najpewniej mag rzuci, gdy tylko przeciwnik zacznie na niego szarżować. Jednak do tego czasu nie ma zamiaru ich używać.
I zaczęło się, bestia z impetem ruszyła na maga, jak można się domyślić ten trafił w niego, ale na jego nieszczęście wilkołak zdawał sobie nic z tego nie robić, oczywiście Michael przywołał jeszcze kilka podobnych broni jednak na jego obecnym poziomie mocy na za wiele nie mógł liczyć, gdy napastnik był tuż, tuż. Stało się coś czego nigdy, by się nie spodziewał, był uratowany. Przed nim ubrana w kolorową szatę stała Izabela, której dziewięć ogonów falowało w różne strony.
-Adrian… Opamiętaj się-Powiedziała spokojnie
Wilk teraz patrzył na kobietę przechylając lekko głowę z jednej strony na drugą, jego uczy tylko czasami lekko drgały to wszystko mogło dawać wrażenie, iż wilkołak naprawdę słucha kobiety. Jednak czy tak było naprawdę chyba nikt nie wiedział. Dla Michaela liczyło się tylko to, że Adrian nie chce go pożreć.
-Zastanów się czy taki śmieć jest godny tego byś go mordował
Z twarzy maga natychmiast znikła ulga, gdy usłyszał słowa lisicy. Już teraz wiedział, że skoro nie Adrian to z pewnością ona wyśle go na drugą stronę… Swoją droga musiał przyznać, że używają w stosunku do niego bardzo ciepłych słów. Teraz żałował, iż narażał własne życie, by ich uratować.
Właśnie tam, gdzie jeszcze przed chwilą stał wilk. Teraz leżał Adrian, który wyglądał na naprawdę wykończonego. Jak można się domyślić przemiana nie jest jedną z najprzyjemniejszych rzeczy. Niestety te, które pojawiają się po bardzo długiej przerwie są jeszcze boleśniejsze niż powinny, teoretycznie do przemiany powinno dochodzić każdej pełni. Jednak ta rasa znalazła sposób, by nie musieć tego przechodzić, a właściwie oni znaleźli kogoś kto dał im rozwiązanie.
-Niech ten drań się do mnie nie zbliża-Powiedział słabo-Jeżeli to zrobi to nawet ty mnie nie powstrzymasz…- Zagroził
-Słyszałeś!- Powiedziała nieco za głośno
Tak samo jak Arian, i Izabela wróciła do swej ludzkiej postaci, która co prawda była mniej zachwycająca, ale jednak była bezpieczniejsza.
-A teraz łaskawie nam powiedz gdzie jesteśmy i jak się tu znaleźliśmy?- Powiedziała udając spokojną, ale niezbyt jej to wychodziło
-Jesteście na oceanie atlantyckim, a konkretnie na mojej wyspie, w moim domu-Powiedział bez zawahania
-Więc to tu ukrywałeś się przez ten cały czas?- Zapytała rozglądając się
-Tak, całe trzysta lat… Choć byłby małe przerwy, ale nie większe niż rok
-Iza-Przypomniał o swojej obecności Adrian
-Ach, tak, tak-Powiedziała szybko wyraźnie chcąc wrócić do pytań, które miały dopiero paść-Dlaczego tu jesteśmy?
Mag przez chwile milczał, co mógł powiedzieć? Że ruszyło go sumienie i łaskawie przybył im na ratunek? Nie chciał się do tego przyznawać, ale niestety nie miał innego wyjścia. Wiedział, że to ich zaskoczy, przecież Verbrande w życiu nikogo nie uratował, nikim się nie przejmował na dłuższa metę.
-Poczułem się winny śmierci Corneli, dlatego przybyłem na miejsce bitwy i uciekłem razem z wami
Nie chciał używać słowa „Uratować” Ponieważ nie bardzo wiedział jak oni mogą na nie zareagować. On sam nie chciałby, być ratowany przez kogoś kto się tak zachowuje, niestety jasnym jest, iż właściwie to zrobił, nawet bez używania tego słowa jest to bardzo oczywiste i tylko kompletny idiota nie zdawałby sobie z tego sprawy.
Adrian i Izabela popatrzyli po sobie niepewnie.
***
Siedział na swoim miejscu, które bezapelacyjnie od bardzo dawna do niego należało, dobrze pamiętał kto koło niego siedział. Jednak teraz nie ma nikogo obok niego, dopiero na końcu stołu znajduje się jego brat, który teraz ze znużeniem przejeżdża wzrokiem po wszystkim obrazach w sali. Zapewne także wspomina czasy, kiedy byli tu całą ósemką… Tak, byli wtedy nazywani czarną ósemką, boskimi katami. Co prawda nadal na dźwięk ich imion osoby pamiętające drżą. Jednak te nowe nawet nie zdają sobie sprawy z tego, iż istnieją takie byty.
-Wiesz po co cię szukałem?- Zapytał nagle
Nataniel uniósł głowę i spojrzał na Seunga, pokiwał przecząco głową tym samym dając mu do zrozumienia, iż nie ma nawet najmniejszego pojęcia, dlaczego tu jest. Oczywiście tym samym liczył na jakieś wyjaśnienia, ale nie musiał ich dostawać, nie mógł również zażądać, w zasadzie nie może nic zrobić póki Seung mu nie pozwoli.
-Ehh… Jak zapewne wiesz, Cyrus jeszcze nie wrócił, a kwestią czasu jest nim Orion lub reszta tej hołoty zorientuje się, iż nie ma go na akropolu-Powiedział poważnie- Jak wiesz, jako pierwszy bóg chce z nim porozmawiać w tym miejscu. Jestem ciekaw co ma mi takiego do powiedzenia. Zastanawiam się jak zareaguje na czyny, których się dopuściłem
-Razem się dopuściliśmy-Poprawił go tym samym naprawdę wiele ryzykując
Seung uśmiechnął się lekko na chwile
-Tak, chyba masz racje. Razem zabiliśmy własne rodzeństwo, całą trójką… Jak myślisz? Będzie miał jakieś wspomnienia, nawyki?
Trzysta lat to teoretycznie nie jest długi czas dla boga. Jednak spędzając go na akropolu czują się dokładnie tak jakby minęło co najmniej trzy tysiące lat. Była to jedna z zagadek tego miejsca, ale nie najważniejsza, ponieważ ta, a raczej te siedzą zamknięte za specjalnie chronionymi drzwiami, tak by nie mogłyby się wydostać. Brzmi okrutnie, prawda? Kara odosobnienia za coś na co nie miało się choćby najmniejszego wpływu… Tak, bogowie są niesprawiedliwi i samolubni.
-Jeżeli Cyrus nadal będzie sobie tak mizernie radził, będę zmuszony posłać cię na ziemie byś mu pomógł-Oznajmił nagle
Nataniel jedyne co zrobił to ukłonił się. Wiedział, że akurat w tej kwestii nie ma za wiele do powiedzenia. Seung rozkazał, więc zadanie musi zostać wypełnione, szczerze powiedziawszy Nataniel już przygotowywał się do wizyty na ziemi. Wiedział, iż Cyrus nie poradzi sobie z takim zadaniem… Ten bóg jest po prostu zbyt dobry, by wypełnić misje.
***
Kolejny stary cmentarz jaki przyszło im odwiedzić, nie byli z tego powodu jakoś specjalnie szczęśliwi, ale narzekać też nie mogli. Nie byli nauczeni tego robić. Zawsze wykonywali polecenia swojego mistrza, więc i tym razem, gdy tylko dostali zadanie. Zorganizowali się i ruszyli, by mieć to wszystko za sobą, nie wiedzieli czy ta misja będzie trudna, czy może wręcz przeciwnie i będzie zadziwiająco łatwa. Było tak jak zawsze, mieli kogoś unicestwić.
-Jesteś pewna, że to tutaj?- Zapytał rozglądając się niepewnie
-Tak… Myślę- Przyznała dość niepewnie-Numer dwa nauczył mnie jak wyczuwać moc naszego celu, ale…- Zamilkła
-Ale?- Zapytał dociekliwie
-Kompletnie nic tutaj nie wyczuwam… Jednak jestem pewna, że to właśnie miejsce, które wskazał nam mistrz-Przygryzła dolną wargę
-Ehh… -Westchnął- Więc się rozdzielamy… Wy idziecie tam-Wskazał szybkim ruchem ręki- A ja w przeciwną stronę, chyba nie muszę mówić, że w przypadku odnalezienia celu natychmiast się informujemy, prawda?- Zapytał raczej patrząc na olbrzyma niż na drobną kobietę stojącą przed nim
Rozdzielili się, ale nadal nie było pewnym czy odnajdą swój cel… Teoretycznie nawet nie wiedzą jak wygląda, ich wiedza ogranicza się do położenia i rasy tej istoty, nie mają zabić jakiegoś zwykłego człowieka, ponieważ to byłaby zwykła strata czasu, ich celem jest wampir, który rzekomo mieszka na tym cmentarzu. Kompletnie nie mieli pojęcia dlaczego mistrz chce się go pozbyć, ale nie dyskutowali.
Wiedział jak bardzo wyróżniali się w tym miejscu, on sam miał włosy koloru srebrnego, a do tego dochodzi jego towarzysz, który wygląda jak wielka góra mięsa, zaś kobieta chyba była najbardziej normalna z nich wszystkich, nie różniła się praktycznie niczym od pozostałych ludzi , można spokojnie powiedzieć, że trochę jej tego zazdrościł.
Zatrzymał się przed wrotami do jednej z rodzinnych krypt, nie pasowało mu coś w niej, sam nie mógł do końca stwierdzić co to było, może przeczucie? W każdym razie uniósł dłoń do góry, a wkrótce z końcówek jego palców zaczął wydobywać się srebrny był, który zapewne był dobrze widoczny w całego terenu cmentarze, było to i może mało potajemne zawiadomienie towarzyszy, ale raczej nie ma tutaj nikogo kogo musieliby się bać.
-I co o tym myślisz?- Zapytał, gdy ponownie byli w komplecie
-Sedrik, właśnie znalazłeś nasz cel-Powiedziała w pełni przekonana
-Świetnie!- Rzekł uradowany- Wielkoludzie rozwal te drzwi-Wydał rozkaz
Chłopak był wyższy rangą, więc takie coś było dla nich w pełni normalne. Mężczyzna nawet się nie zawahał i swoją potężną pięścią roztrzaskał drzwi w drobny mak, a gdy to zrobił uleciał z nich jakiś różnokolorowy pyłek, podejrzenia Tali się sprawdziły, były one zapieczętowane jednak zabezpieczenie nie wytrzymało siły z jaką zaatakował jej towarzysz.
-Ja i Talia idziemy, a ty tu zostań-Powiedział wchodząc do krypty
-Co?!-Ryknął-Dlaczego nie mogę iść z wami?- Zapytał zdenerwowany
Chłopak zatrzymał się i natychmiast wrócił do swojego towarzysza, właśnie dlatego tak bardzo nie lubił wykonywać z nim misji, może i miał wielkie mięśnie, ale ten najważniejszy był daleko w tyle za resztą…
-A jak masz zamiar tam wejść, co?- Zapytał wskazując na przejście, które było zdecydowanie za małe-Robię to dlatego, że jesteś zbyt wielki olbrzymie
Dopiero po takich słowach mogli ruszyć schodami w dół do miejsca, gdzie zapewne przebywa wampir. Miał nadzieje, że półgłówek wytrzyma i nie zechce za nimi iść… To byłaby prawdziwa katastrofa, ponieważ  niektórych korytarzach tego miejsca i oni się nie mieścili, bardzo było widać, iż ten kto tu mieszka nie miał zamiaru nigdy wychodzić.
-Przepraszam cię za niego-Powiedziała w pewnej chwili Talia
-Naprawdę nie masz za co przepraszać-Uśmiechnął się lekko-Przyzwyczaiłem się już do tego jaki nasz towarzysz jest
Kobieta na jego słowa jedynie się uśmiechnęła
W końcu dotarli, co prawda było kompletnie ciemno, ale im to nie przeszkadzało, mieli zdolność widzenia w mroku, w którym spędzili naprawdę bardzo dużo czasu, z pozoru pomieszczenie wydawało się być kompletnie puste, kompletnie nic. Nawet jednego mebla, na pewno byli pewni, że są we właściwym miejscu, ponieważ tu moc wampira była najbardziej wyczuwalna.
Skinęli głowami dosłownie w tym samym czasie, kobieta wyjęła niewielką fiolkę, w której znajdowała się jakaś czerwona substancja. Nie była to krew, ale swego rodzaju wabik na wampiry, który sprawiał, że natychmiast chciałby wbijać kły w istotę, która ma taką pachnącą krew.
Wystarczyła jedna kropla, która padła na ziemie, by w pomieszczeniu rozległ się stłumiony krzyk, popatrzyli po sobie, a następnie na klapę, która znajdowała się na ziemi, a która teraz usilnie próbowała być otworzona przez jakąś istotę. Jak można się domyślić owa klapa była zapieczętowana i to najpewniej potężniejszym zaklęciem niż drzwi.
Sedrik wyjął srebrną szable, które ostrze najpewniej błysłoby przy choćby najmniejszym świetle, nie zastanawiał się co ma zrobić. Wbił ostrze w klapę, a ono zdawało się topić. Jednak nic nie ubywało z jego masy, po ostrzu ściekały srebrne strumyczki, które znikały pod klapą. W pewnej chwili chłopak wyjął ostrze, a następnie pstryknął palcami, nie trzeba było czkać na reakcje. Już po chwili mieli przed sobą wampira, którego ręce, nogi były przekute srebrnymi szpikulcami.
Srebrno włosy ze stoickim spokojem podszedł do swojej ofiary, która teraz w swoich oczach miała jedynie szaleństwo, nie wiedzieli co prawda ile wampir był w zamknięciu, ale musiało to być na tyle długo, by cała krew z jego ciała znikła.
Lekko dotknął ostrzem szabli, klatkę piersiową mężczyzny, a dokładnie w tamtym miejscu pozostał srebrny ślad, który w błyskawicznym tempie zaczął stawać się coraz większy i większy. Jeszcze nim wyszli widzieli jak ich cel stał się zwykłym srebrnym posągiem bez życia… Teraz byli pewni, iż zadanie zostało wykonane.
---------------- 
(Talia)
Tak jak obiecałem rozdział pojawił się w niedziele ^ ^
Muszę przyznać, że jestem z niego bardzo zadowolony. Nie sądziłem, że jestem napisać tak szybko taki długo rozdział Rozdział XIII jest na razie najdłuższym jaki napisałem
W każdym razie zapraszam do komentowania : )

środa, 7 maja 2014

Dusza Wyroczni-XII-Boskie zobowiązanie

Boskie zobowiązanie

Jeśli nie są potrzebni, to z całą pewnością powinni zostać wyeliminowani, a jednak jakieś błędy w przeszłości sprawiły, że nadal istnieją i co więcej. Mają się całkiem dobrze… Paladyni, właśnie tam postanowił udać się Cyrus, doskonale zdawał sobie sprawę, iż w pojedynkę tak naprawdę mało co zdziała. Musiałby znów ich dopaść w miejscu, gdzie nie będą mieli większych szans na ucieczkę.
Teraz stał przed jedną z ukrytych budowli zakonu. Już dawno uznano ich za heretyków, dlatego niegdyś boscy słudzy musieli się kryć przed światem, który zapomniał co zrobili dla niego bogowie.
-Stać!- Krzyknął ktoś o ochrypłym głosie- Zabłądziłeś przybyszu?- Zapytał starszy człowiek, który zapewne pełnił tu funkcje wartownika. Nie wyglądał on jakoś specjalnie, od tak. Jak zwykły mnich
Zatrzymał się i spojrzał na niego swoimi złotymi oczyma. Efekt był oczywiście ten sam. Jednak paladyn nie pokazywał jaki się poczuł. Jak widać zachowali w sobie resztkę dumy, którą utracili chowając się tutaj.
-Zaprowadź mnie do twojego mistrza, starcze
W głosie Cyrusa nie było ani krzty uprzejmości. On po prostu rozkazał… Co mógł zrobić biedny człowiek? Nawet pewnie nie będąc do końca świadomym tego co robi. Wpuścił go do klasztoru.
Cyrus szedł korytarzem prosto do jednej osoby. Skąd wiedział? Czuł jego energie, która była inna od wszystkich. Mistrzowie zawsze pochodzili tylko z jednej rodziny, której bogowie dali iskrę… I ta właśnie iskra była teraz wyczuwalna u człowieka, który za chwile będzie miał niebywały zaszczyt porozmawiać z bogiem. Zapewne jego poprzednicy o tym marzyli.
Wszedł bez pukania. Zupełnie tak jakby był u siebie, od razu spojrzał na osobę siedzącą za potężnym biurkiem. Był to młody chłopak o ciemnych włosach i ciemnych oczach. Jego wiek mógł tylko świadczyć o tym, iż poprzedni mistrz zmarł stosunkowo niedawno.
Chłopak poderwał się natychmiast patrząc wściekle na swojego gościa-Kim jesteś i jak śmiesz ty od tak sobie wchodzić?!-Zapytał zły
-Doprawdy… Nie było cię trochę czasu, a śmiertelnicy już zapomnieli-Westchnął ciężko-Ale dobrze, będę na tyle łaskawy, że przypomnę ci kim jest Cyrus
Dalej już nic nie mówił. Jego oczy po prostu błysły bardzo jasnym złotym promieniem. Teraz mistrz paladynów stał tępo wlepiając wzrok z boga. To co zrobił piorun było jedną z swego rodzaju zdolności, które posiadali. Można spokojnie powiedzieć, że nie marnowali ludzkiego życia na tłumaczenie wszystkiego, po prostu przelewali odpowiednie informacje do ich głowy.
Jednak nie ze wszystkimi się tak dało. Wyrocznia była jedyna kobietą, której każdy bóg z osobna musiał tłumaczyć dla nich najprostsze rzeczy. Jednak wcale nie robili tego z przymusu. Byli zafascynowani tą kobietą… Chcieli się o niej czegoś dowiedzieć. Jednak wiedze jaką posiadała, bogowie mieli już od bardzo dawna
-T-ty…- Powiedział niedowierzając-Nie jestem godzien!
Co mógł zrobić paladyn w obliczu kogoś takiego? Padł na kolana błagając o wybaczenie. Dlatego właśnie paladyni byli dla bogów tak bardzo śmieszni… Nie mieli w ogóle dumy, filary… Oni nigdy nie ukorzyli się przed bogami, a nawet chcieli z nimi walczyć choć to jest niemożliwe… Zwłaszcza jeżeli chodzi o czarną trójkę, która swą potęgą wywołuje istny zamęt na polu walki… Jednak wbrew wszystkiemu nie lubią oni otwartej walki.
Cyrus patrzył na niego z pogardą w oczach. Nie musiał już nic mówić. Ten człowiek wiedziała co ma robić, wiedział, że ma odszukać i przyprowadzić wyrocznię, żywą i nie naruszoną. Nawet najmniejsze zadrapanie będzie karane… Właśnie takie instrukcje dostał ten chłopak… Prawda jest taka, że nawet jeśli upłynęło trzysta lat, to bogowie nadal byli zafascynowani wyrocznią. Mieli naprawdę dużo czasu, by o niej pomyśleć. Jedno jest pewne, Orion na pewno będzie chciał sobie z nią urządzić jakąś dłuższą pogadankę… A właściwie to z nim, przecież wyrocznia odrodziła się w męskim ciele.
***
Seung siedział przy wielkim stole, mając teraz pełny widok na siedem pustych miejsc. Pięć z nich już nigdy nie zostaną użyte… Czy miał z tego powodu jakieś wyrzuty sumienia? Zabił przecież własne rodzeństwo… Odebrał życie własnej rodzinie i skłócił ze sobą bogów… Nie czuł żadnej winy, miał dokładnie to czego chciał… Miał moc, której mało kto mógł się przeciwstawić...
-Seungu…- Powiedziała cicho Grace
-Wrócił? -Zapytał nawet nie zaszczycając ją spojrzeniem
-Nie…- Powiedziała cicho
-Więc nie zawracaj mi głowy…- Westchnął-Nie… Czekaj-Powiedział nagle- Gdzie jest Nataniel?
Już była skierowana ku wyjściu, kiedy brat kazał jej się zatrzymać… Odwróciła się do niego patrząc tak samo poważnie jak zawsze… Już myślała, że będzie chciał powiedzieć jej coś ważnego lub zlecić jakieś zadanie. Właśnie teraz na to liczyła. Teraz, kiedy wyrocznia powróciła… Jednak on tylko wspomniał o Natanielu…
-Nie wiem domine mi-Powiedziała kłaniając się lekko
-Ehh… Nie nazywaj mnie tak
W jego głosie nie można było wyczuć prośby, to był najzwyklejszy rozkaz, który Grace chcąc nie chcąc musiała spełnić… Tak właśnie wyglądały ich stosunki rodzinne. Seung sprawował władzę absolutną i nikt nie miał prawa podważać jego decyzji… Zawsze muszą się zgadzać z jego słowami, ponieważ jeżeliby tego nie robiliby… Najpewniej podzieliby los swojego zmarłego rodzeństwa…
Ukłoniła się i wyszła. Jednak daleko po chwili się zatrzymała i szybko odwróciła, by zobaczyć opierającego się o ścianę Nataniela
-Twój domine mi cię szuka-Powiedziała z niechęcią w głosie- Jako dobry piesek powinieneś do niego iść, prawda?
Nic nie powiedział. Jedyne co zrobił to ukłonił się lekko i wszedł do pokoju z którego dziewczyna właśnie wyszła. Ona sama teraz wyglądała na naprawdę wściekłą… Dlaczego z rokiem na rok musiała coraz bardziej nienawidzić swojego bliźniaka? To chyba spokojnie można było nazwać zazdrością
-I tak jestem od ciebie potężniejsza kundlu-Warknęła cicho
Szybkim krokiem udała się w stronę komnat.
***
Valentine siedział na jednym z krzeseł i ze znużeniem wpatrywał się w płomień rozpalony w kominku. Nawet nie pamiętał, że coś takiego tutaj ma… Nie potrzebował ciepła. Jednak teraz, gdy gościu u niego człowiek. To jest jak najbardziej wskazane. Najpewniej wampir nie zdaje sobie sprawy jak zimne potrafią być mury jego zamku.
Czekali teraz na pewnego nekromantę, który powinien zjawić się u nich lada chwile. Matthias posiadł bardzo przydatną zdolność, a mianowicie dematerializacje… Jednak jak wszystko ma swoje ograniczenia… Warunek jest tylko jeden. By się przemieści musi być w absolutnym skupieniu, więc robienie tego podczas walki jest bardzo trudne, a może nawet niemożliwe.
-O! już jesteś-Powiedział Lord, gdy tylko zielona chmura przybrała kształty nekromanty
-Minęło sporo czasu, prawda?- Uśmiechnął się lekko-  Nie bawmy się w coś tak bezsensownego-Spoważniał nagle- Mamy naprawdę do porozmawiania, a wiem, że nie masz zbyt wiele czasu
Ich konwersacja trwała naprawdę długo. Zapewne obaj nie spodziewali się, że to będzie się, aż tak ciągnąć. Alan nie do końca rozumiał o czym oni rozmawiają, ale na pewno było to coś bardzo istotnego. Zwłaszcza można było to wywnioskować po ekscytacji w głosie.
-Sądzę, że boskie zobowiązanie ponownie działa-Powiedział kończąc tym samym jeden ze swoich monologów
Valentine przygryzł wargę. Nie był przekonany do słów swojego przyjaciela. Według niego bogowie złożyli jakieś śluby, które zobowiązały ich do jednej rzeczy… Tylko pytanie jakiej? Nie wątpliwie ma to związek z wyrocznią. Dlatego Matthias odważył się to zaproponować…
Absurdalność ten tezy jest jeszcze większa, gdy wspomni się, że bogowie nie musieli nić nigdy takiego robić… Coś musiało się stać… Rzecz o której oni sami mogą nie wiedzieć lub nie chcą wiedzieć… Może nawet chodzi tu o moc większą niż boska.
Skąd te podejrzenia? Bogowie nie były w stanie się sprzeciwić wyroczni… A skoro nie byli wstanie oznacza to, że nie mogliby trzymać jej siłą w akropolu… Przychodzili wiele razy, by tam ją zabrać, aż w końcu zaczęli używać dyplomacji, a ich argumenty trafiały w samo sedno… To był naprawdę bardzo dobry podstęp z ich strony

-A zatem… Teraz porozmawiajmy o tym co się tobie stało… Ktoś cię zaatakował? Tak?- Zapytał

----------------
Bogowie coś komuś obiecali? ;O
Grace, Grace... I po co ta zazdrość?
Ugh! Ten rozdział naprawdę nie wygląda tak jakbym tego chciał, ale niech już taki zostanie...
Mam dla Was ważną tak myślę, że ważną wiadomość. Przeliczyłem sobie, kiedy dokładnie zakończy się moje opowiadanie i... Nie byłem z tego powodu zachwycony.
Teraz sedno sprawy~ Rozdziały będą pojawiać się w każdą niedziele ^ ^